Rodzina stanowiła siłę gospodarczą, a samo gospodarstwo uznawano za naczelną wartość, decydującą o poziomie egzystencjalnym jej członków. Warunki bytowe, a także ówczesna drabina społeczna zmuszała ludzi do ciągłej pracy. W związku z tym im liczniejsza była rodzina, tym łatwiej żyło się wszystkim domownikom. Jej powiększenie przez przyjęcie synowej czy zięcia przynosiło korzyść całej familii.
Dla rodziców panny młodej ogromne znaczenie miał rozmiar gospodarstwa przyszłego małżonka lub oszczędności, którymi dysponował. Zwracano uwagę na jego zdrowie i charakter, a także zaciągano informacji wśród najbliższych (sąsiadów, rodziny). Kawaler musiał być sytuowany i inteligentny, panna zaś oszczędna i gospodarna. Prócz jej licznych zalet liczyła się także nienaganna opinia, a mniej uroda. Najważniejszy był jednak posag i wyprawa, którym poświęcano najwięcej uwagi w trakcie oświadczyn.
Zamożne wiejskie córy wnosiły w posagu kawał ziemi i oszczędności, biedniejsze zaś krowę, cielaka lub inne zwierzęta domowe. Najmniej zamożne przynosiły ze sobą zboże, słomę i narzędzia rolnicze. Prócz wymienionych, panna młoda musiała zabrać ze sobą rzeczy osobiste oraz pościel. Jeśli, któreś z przyszłych małżonków posiadało jakieś “braki” należało je zrekompensować. Chodziło tu przede wszystkim o różnicę wieku, kalectwo i wczesną utratę dziewictwa. Rozliczano je w kategoriach ekonomicznych, co znaczyło, że należało “uzupełnić niedobory” zwiększonym nakładem finansowym lub oddaniem dodatkowego kawałka ziemi.
W trakcie pertraktacji niejednokrotnie dochodziło do sporów i kłótni, a czasem zerwania zaręczyn. Jeśli to kawaler rezygnował z wybranki, musiał pokryć koszty, przygotowywanego przez rodziców panny młodej przyjęcia. Kiedy dziewczyna zrywała zaręczyny, to wówczas jej rodzice zwracali narzeczonemu pieniądze i oddawali prezenty.
Zawarcie małżeństwa było procesem długotrwałym i obejmowało szereg czynności i działań, którym poddawali się rodzice, krewni,a także sąsiedzi. Zbiór zwyczajów weselnych upodabniał się nieraz do widowiska teatralnego, a ślub był jednym z najważniejszych obrzędów rodzinnych. Poprzedzały go: zwiady, swaty i zaręczyny – zaliczane do tzw, zmówin, a także zdawiny, które oznaczały przygotowania przed najważniejszymi uroczystościami weselnymi. Warto dodać, że bez nich obrzęd tracił na wartości, a gospodarzy spotykały drwiny ze strony zaproszonych gości. Stąd też nawet najbiedniejsi rodzice starali się wyprawić córce huczne przyjęcie, w myśl zasady „postaw się, a zastaw się”. Robili tak, by nie narazić na szwank swojego wizerunku i pozycji społecznej. W związku z tym wesele nie odzwierciedlało sytuacji majątkowej jego organizatorów.
Analizując zagadnienia związane z ówczesnymi zaślubinami nie można pominąć znaczącej roli rodziców w wyborze współmałżonków dla swoich dzieci. Zarówno pan jak i panna młoda wiedzieli, że ich zdanie nie będzie brane pod uwagę, dlatego podporządkowywali się ustalonym prawom. Sprzeciw czy odmowa nie wróżyły niczego dobrego, bowiem oprócz czyhającego zagrożenia staropanieństwem i starokawalerstwem, młodzi tracili poważanie wśród społeczeństwa, więc woleli tego uniknąć. Poza tym syn, sprzeciwiający się woli ojca, mógł narazić się na utratę ojcowizny, a co za tym idzie, pożegnać się z myślą o przyszłym małżeństwie.
Kawaler, który upatrzył sobie odpowiednią kandydatkę na żonę, rozpoczynał starania o nią. Pojawiał się zawsze tam, gdzie mógł ją spotkać. Okazji dostarczały mu tzw. wyskubki, połączone z tańcami, organizowane na zakończenie darcia pierza, Sobótki w Zielone Świątki, a także wesela, na które zapraszano młodych drużbów. Zaloty mogły trwać od kilku do nawet kilkunastu miesięcy. Kawaler zdecydowany na małżeństwo starał się, w sposób niezobowiązujący, o rękę dziewczęcia. Najczęściej konkurował o nią za pomocą pośredników, by dowiedzieć się czy rodzice panny zaakceptowaliby ich związek.
Swat był odpowiedzialny za powodzenie zaręczyn i to on wraz z panem młodym udawał się do domu jego przyszłej wybranki. Wizyta odbywała się zazwyczaj w czwartek, późnym wieczorem, co miało ochronić parę przed złym urokiem i wywróżyć im szczęśliwe małżeństwo. Rozmowa obu stron początkowo była zdawkowa, a sprawy matrymonialne omawiano ogólnikowo. Dopiero pod koniec wizyty zajmowano się konkretami. Goście przypijali wówczas do ojca panny młodej i jeśli ten nie wzbraniał się od alkoholu, oznaczało to, że oferta kawalera została przyjęta. Ciąg dalszy, według Łukasza Gołębiowskiego wyglądał tak: „Po spełnieniu zdrowia swat z niechcenia jakby zapytuje się o córkę; matka ją przywodzi. On wychwalając, że przyjemna i hoża, znajdując że dobra byłaby z niej żona i gospodyni, pełny kubek do wychylenia jej podaje; dziewczyna wzbrania się, wyprasza, wypija nareszcie kilka kropel. Wtenczas życzenia młodzieńca swat oświadcza, prosi o rękę córki. Po niejakim oporze i wahaniu się, dziewczyna zezwala i rodzice; narzeczony daje na zapowiedzi, kupuje wedle upodobania podarunek weselny młoduchnie, albo chustkę na szyję, w którą zawija kilka złotych. Tą chustką swat przy stosownej okazji wiąże ręce państwa młodych. Tak się odbywają zaręczyny.”
Po odbytej ceremonii swat zawierał z rodzicami dziewczyny umowę, która obejmowała wysokość posagu, jego zabezpieczenie majątkowe itp. Zaręczyny były ostatecznym potwierdzeniem małżeńskiego kontraktu i obrzędowym aktem połączenia młodych. Wiązano ich dłonie chustą nad bochnem świeżo wypieczonego chleba, by podzielić go na części i rozdać obecnym w trakcie uroczystości gościom. Po jej zakończeniu pan młody w obecności dwóch drużbów szedł do kościoła i dawał na zapowiedzi, które ogłaszano przez trzy kolejne niedziele podczas nabożeństwa. W tym czasie ustalano skład orszaku, szykowano dekoracje i zapraszano gości. Rodzice panny młodej czuwali nad jadłospisem, opiekunowie pana młodego dbali o trunki.
Wśród uczestników dawnego wesela znajdziemy krewnych, powinowatych obydwu stron, rodziców chrzestnych, a także księdza, organistę i wójta. Ostatnich zapraszał zazwyczaj bogaty gospodarz, biedniejszych bowiem nie było na to stać. Utrwaliła się zresztą pewna niepisana zasada, w myśl której bogaci nie zapraszali biednych, a biedni zamożnych. Kryterium majątkowe było jednym z wiodących, ale nie jedynym. Brano wówczas pod uwagę także cechy charakteru gości, autorytet jakim się cieszą u społeczeństwa, a także zdolności towarzyskie oraz artystyczne, dzięki którym zabawa zyskiwała splendor. Zaproszenia na wesele rozdawała panna młoda i to dwukrotnie, w towarzystwie starszego drużby. Czyniono tak na tydzień przed weselem, a także w noc poprzedzającą ślub. Przedweselne odwiedziny miały kilka znaczeń. Najważniejszym było uzyskanie błogosławieństwa, a tym samym aprobaty dla przyszłego związku. W trakcie wizyty obdarowywano odwiedzanych prezentami, co ukazywało solidarność lokalnej społeczności.
Największa odpowiedzialność za udany przebieg wesela spoczywała na staroście, który organizował orszaki młodych, uczył ich ról, kolejności występowania, a także przestrzegał przez pomyłkami w trakcie obrzędu. Funkcję tę sprawował zazwyczaj starszy i bogaty gospodarz, umiejący kierować ceremonią weselną i najczęściej on pełnił wcześniej rolę swata. Starościną natomiast, zwaną również czepiarką zostawała starsza kobieta, która potrafiła śpiewać i zabawiając zgromadzonych gości. Na parze młodej spoczywał obowiązek wyboru odpowiednich wodzirejów, a także drużbów i druhen, z tą różnicą, że zarówno kawaler jak i panna młoda mogli decydować samodzielnie.
Weselna drużyna składała się z dwóch orszaków – panny i pana młodego – i składała się z kilku par rówieśników. Drużbów wyróżniały chustki przewiązane przez ramię, a także ozdoby i bukieciki z mirtu, druhny zaś nakrycia głowy w postaci wianków lub stroików, zdobionych sztucznymi kwiatami i wstążkami.
Wesele poprzedzał wieczór kawalerski i panieński, podczas którego dokonywano rozplecin warkocza przyszłej żony. Najczęściej ostatni wieczór przed ślubem młodzi spędzali osobno. Pan młody spotykał się z drużbami w swoim domu, hucznie żegnając wolny stan, a panna młoda z druhnami przygotowywała się do wesela. Wiła z dziewczętami wianek i rózgę – symbole płodności i dziewictwa. Wieniec zrobiony był z mirtu, ruty bądź rozmarynu, rózga zaś z gałązek sosny lub świerku. Czasami zdobioną ją też ptasimi piórami, orzechami i świecidełkami. Podczas wieczoru panieńskiego dokonywał się magiczny obrzęd przejścia. W trakcie rozplecin młoda siedziała na dzieży, a obecne przy niej druhny śpiewały pieśni. Wieczór wieńczyła tzw. „dobranocka”, czyli nocne granie kapeli opłaconej przez pana młodego.
Nazajutrz odbywał się ślub, a następnie wesele. Ludność wiejska organizowała je najczęściej zimą lub jesienią, nigdy zaś podczas nasilonych prac polowych. Jesienią było bowiem już po żniwach, a zebrane plony zapewniały przeżycie kilku następnych miesięcy. Z zasobów tych też łatwiej było przygotować jadło na weselny stół i zadowolić przybyłych gości. Staropolskie wesela wyprawiano najczęściej w środę lub w czwartek, by uczestnicy hucznej zabawy mogli wytrzeźwieć do niedzielnej mszy i nie zaniedbywać tym samym chrześcijańskiego obowiązku. W dzień wesela pan młody przybywał pod dom panny młodej i wspólnie wyruszali do kościoła, by uczynić zadość tradycji i zawrzeć związek małżeński.
]]>