O genezie zwyczaju wiadomo niewiele, a on sam zdążył już obrosnąć w legendę. W związku z powyższym, jedni szukają jego początków we Włoszech, inni natomiast na Węgrzech czy w Chinach. Jedno jest pewne – mostów miłości z roku na rok przybywa, a zakochani przemierzają setki kilometrów, by za pomocą kłódki przypieczętować swoje uczucie.
Naszą opowieść zacznijmy od Rzymu – wiecznego miasta kochanków i najpiękniejszych wspomnień. Europejska stolica wabi do siebie setki tysięcy turystów, którzy zaczarowani magią starożytnych budowli i gościnnością Włochów, tracą poczucie czasu i żyją w chwilowej iluzji. Zakochani kierują się zwykle w stronę mostu Milvio, symbolizującego wieczną miłość. Tam, wśród innych par, mogą przyrzekać sobie dozgonną wierność, a na jej znak, przyczepić do mostu, barierki czy latarni kłódkę z wygrawerowanymi imionami. Po zmroku, w tym miejscu, można spotkać narzeczonych z całego świata, którzy zamykają uczucie w metalowym przedmiocie, a kluczyk wyrzucają do rwącego Tybru.
Niektórzy badacze twierdzą, że miłosny zwyczaj narodził się we Florencji. Uczniowie ze szkoły Sanità in Costa San Giorgio mieli, wraz z końcem zajęć, zabierać kłódki zamykające ich szafki i zawieszać je na poręczy Ponte Vecchio. Historia o chłopcach z Florencji zainspirowała podobno parę zakochanych, która jako pierwsza zawiesiła „magiczny przedmiot” na moście Milvio. Nie wiadomo na ile prawdziwa jest przytaczana wyżej opowieść, ani kto zapoczątkował popularną tradycję, nie ulega jednak wątpliwości, że kłódka stała się symbolem niezniszczalnej miłości.
Do spopularyzowania zwyczaju wśród Europejczyków przyczynił się także autor bestsellerowej powieści „Trzy metry nad niebem” – Federico Moccia. Opisał w niej historię młodych Włochów, którzy w imię wiecznej miłości zawieszali na moście łańcuchy i kłódki, wrzucając potem klucz do rzeki. Ten gest miał ich zabezpieczać przed rozstaniem i zagwarantować szczęśliwe życie we dwoje. Książka włoskiego pisarza rozeszła się w milionach egzemplarzy, a zafascynowani czytelnicy postanowili odwiedzić starożytne miasto miasto, by jak bohaterowie ich ulubionej powieści, zostawić po sobie ślad i przypieczętować wspólne uczucie.
Niestety, to co miało być wyjątkowe i niewinne stało się niebezpieczne. Pielgrzymujący z Włoch, a wkrótce zagraniczni turyści oraz lokalni pijacy i palacze marihuany przyczynili się do przeciążenia, a w konsekwencji zdemolowania zabytkowej konstrukcji. Sytuacja wkrótce zaczęła wymykać się spod kontroli i zaniepokoiła lokalnych działaczy. Na szczęście dla zakochanych, rządzący ustawili wokół Milvio słupki i łańcuchy, do których można nadal przyczepiać kłódki i kultywować modny zwyczaj.
„Zamki szczęścia” znalazły zwolenników także w Rosji. Zwyczaj rozpowszechniony został tu w latach dziewięćdziesiątych i wypiera znacznie starszy, związany z odwiedzaniem w dniu ślubu miejsc pamięci narodowej. Narzeczeni i nowożeńcy wolą zawieszać metalowe przedmioty na moście niż korzystać z anachronicznego przywileju. Zakochani spotykają się nad rzekami w całej Rosji i przykuwają kłódki do poręczy, latarni i kratownic, klucz wyrzucając do wody. Nasi wschodni sąsiedzi wierzą, że w ten sposób „zatapiają” dawne związki i tylko wybranka czy wybranek mają dostęp do ich serca. Na mostach w całej Rosji wiszą już kilogramy kłódek, z wygrawerowanymi, namalowanymi czy wyrzezanymi nożem inicjałami i wyznaniami. Niektóre z nich są wielkości orzecha, inne zaś przybierają monstrualne kształty – w końcu im większa konstrukcja, tym silniejsze uczucie.
Niestety, podobnie jak we Włoszech tak i w Rosji budowle nie „wytrzymują” ogromnego ciężaru. Władze Moskwy postanowiły więc na jednej z nich – moście Trietiakowskim, umieścić metalowe drzewka, które mają zastępować przeciążone poręcze.
W latach osiemdziesiątych XX wieku miłosny zwyczaj zawędrował do południowego miasteczka Pécs na Węgrzech. Miłośnicy obrzędu zatrzaskiwali kłódki nad żelaznym ogrodzeniem, łączącym meczet z umieszczonymi, w centrum placu, średniowiecznymi katedrami. Wkrótce zostało ono pokryte metalowymi przedmiotami, a turyści i mieszkańcy zaczęli przywieszać kłódki na płotach i rzeźbach, znajdujących się w pozostałej części miasta. Władze lokalne próbowały zniechęcić uczestników zabawy, umieszczając na słupach ogłoszenia i usuwając „znaki ich miłości”. Zakochani nie poddali się jednak i wbrew zakazom rządzących kultywowali rodzący się zwyczaj. Prawdopodobnie dzięki nim zaczęły pojawiać się kłódki na moście Szinva Taras w Miszkolcu, mieście leżącym na północy Węgier.
W Sztokholmie narzeczeni wczepiają dwie kłódki jedna w drugą, grawerując na nich przyrzeczenia swej miłości. Niektórzy z nich twierdzą, że to najlepszy sposób, by wyrazić to, co stanowi esencję ich uczucia. W stolicy Szwecji zakochani mają do wyboru dwa miejsca – most Västerbron i wybudowany w końcu XIX wieku Djurgordsbron.
Na Ukrainie, w Użhorodzie zainteresowani mogą wziąć udział w konkursie na najlepszą „kłódkę zakochanych”. Ma on miejsce w przeddzień Walentynek i cieszy się ogromną popularnością. Zwycięzcy otrzymują bowiem darmową kolację w hotelu „Ungwarski” i mogą przyczepić kłódkę w dowolnym miejscu na poręczy.
W Montevideo, w Urugwaju znajduje się nie most a fontanna, do której można wrzucać „zamki miłości”. Budowla znajduje się przy Avenida 18 de Julio i została opatrzony tablicą, informującą turystów o legendzie związanej z tym miejscem. Napis w języku angielskim brzmi:” The legend of this young fountain tells us that if a lock with the initials of two people in love is placed in it, they will return together to the fountain and their love will be forever locked. “W Tajwanie z kolei rozprzestrzenił się zwyczaj przyczepiania „miłosnych kłódek” do wiaduktu kolejowego, a w Tokio metalowe przedmioty zawieszane są w całym mieście.
Skoro piszemy o miejscach dla zakochanych, nie możemy przeoczyć Ostrowa Tumskiego, który znajduje się we Wrocławiu. Dawna wyspa kleryków obfituje w legendy i niesamowite historie, pobudzające wyobraźnię wielu turystów. Tam znajduje się także Most Zakochanych, zwany inaczej Mostem Westchnień, gdzie kultywuje się prastarą tradycję zatrzaskiwania kłódek z wygrawerowanymi imionami kochanków. Pary wrzucają kluczyk do Odry, co ma symbolizować ich nierozerwalną miłość. Dawniej przyczepiano tu jemiołę, a wrocławscy kawalerowie odwiedzali Ostrów w poszukiwaniu wybranki serca. Miał im w tym pomóc katedralny lew, którego pogłaskanie zwiastowało rychłą miłość.
Od niedawna także poznański Most Jordana okupowany jest przez tubylców i turystów. Do barierki łączącej dzielnicę Śródka z Ostrowem przypięto do tej pory tylko kilka kłódek, ale wszystko wskazuje na to, że tak jak w Rydze, Kijowie, Wilnie, Paryżu i Kolonii z dnia na dzień będzie ich przybywać.
Cały świat obiegło “kłódkowe” szaleństwo, a młodzi chętnie odwiedzają mosty na całym świecie, by uczynić swój związek wyjątkowym. Dzięki temu i podobnym obrzędom umacnia się nasza wiara w miłość, zdolną do przetrwania próby czasu, odporną na zawiłości losu i nierozerwalną, jak kłódka zaczepiona na moście.
Zdjęcie głowne: autor Superbass, Wiki
]]>